W cieniu Dzieżby, czyli moje spotkania z Danem Simmonsem

Zawsze, kiedy odchodzi jakaś osoba ze świata kultury i sztuki, której twórczość była mi wyjątkowo bliska, ogarnia mnie dziwność. Nie inaczej rzecz się ma w przypadku Dana Simmonsa – bez wątpienia jednego z moich ulubionych pisarzy. Jego „Hyperion” oraz „Terror” zawsze wspominam z wyjątkowym sentymentem.


Zapewne to nie pierwsze wspominki, na które natknęliście się w Internecie, ale dla mnie śmierć pisarza to chwila, w której chciałabym powrócić wspomnieniem do tych książek, jakie zrobiły na mnie największe wrażenie. Jak wspomniałam, są dwie bezapelacyjne królowe, które nie dadzą się zdetronizować. Lecz które z pozostałych powieści wywarły na mnie duże wrażenie?

Drood – wciągająca i przewrotna opowieść, inspirowana życiem i twórczością Charlesa Dickensa. Opowieść o podróżach do podziemnego Londynu – tego mrocznego i groteskowego, pełnego majaków i potworów. Co jest jawą, a co snem? Jak zawsze Simmons zachwyca wiernym oddaniem realiów dawnej Anglii oraz budowanym nieśpiesznie nastrojem grozy.

Abominacja – opowieść o rozgrywającej się w pierwszej połowie XX wieku wyprawie na wierzchołek świata. Simmons jako miłośnik himalaizmu podjął się iście tytanicznej pracy w odtwarzaniu realiów minionej epoki. Dzięki jego wysiłkowi czytelnik odnosi niekiedy wrażenie, iż obcuje z reportażem, niezwykle drobiazgowo przedstawiającym codzienność śmiałków, decydujących się wejść na Czomolungmę niecałe sto lat temu. Historia trzech przyjaciół, wspinających się na Mount Everest, splata się z wielką historią potężnych napięć i konfliktów zbrojnych tego czasu. Monumentalne, chwilami żmudne tomiszcze, lecz z pewnością warte przeczytania.

Piąty kier: Dobiegający pięćdziesiątki i cierpiący z powodu depresji Henry James udaje się do Paryża, żeby skoczyć w odmęty Sekwany. Przypadkiem wpada jednak na Sherlocka Holmesa, który własną śmierć upozorował, a świat przemierza, podając się za norweskiego podróżnika Jana Sigersona. Cóż wyniknie z ich współpracy, gdy udadzą się razem do Ameryki? Lektura „Piątego kiera” stanie się okazją do spotkania z takimi znakomitościami, jak Henry James, Mark Twain czy Theodore Roosevelt. Warto poznać też wcześniej choć trochę historii Sherlocka Holmesa, żeby dobrze orientować się w powieści.

Trupia otucha – powieść o walce trzech śmiertelników z niezwykle groźnymi i perfidnymi wampirami umysłowymi. „Trupia otucha” to mieszanka horroru, kryminału i powieści historycznej, pełna jest grozy, okropności i makabry. Czyny, jakich dopuszczają się wszechmocni oprawcy, są chwilami tak obrzydliwe, że lektury nie poleciłabym do sobotniego podwieczorku. Czy tylko umysłowe wampiry są źródłem wszelkich katastrof spadających na ludzkość, czy może „ludzie ludziom zgotowali ten los”? Pomijając odrazę, jaka towarzyszyła mi w trakcie lektury, oraz koszmary, które jej zawdzięczam, „Trupią otuchę” pochłonęłam naprawdę szybko.

To oczywiście nie wszystkie książki Simmonsa, które przeczytałam. Największy czytelniczy brak to wciąż „Ilion” i „Olimp”, które czekają na swoją kolej na półce. Czy dołączą do grona moich ulubionych? Całkiem możliwe.

Jedno wiem na pewno – proza Simmonsa mnie nie opuści. I chyba właśnie w tym tkwi pewne pocieszenie.

Komentarze

Popularne posty