Bardzo długa droga do domu

Dawno, dawno temu ludziom wydawało się, że Ziemia jest płaska i stoi na czterech słoniach. Trudno dziś sobie wyobrazić, jak wielką odwagą musieli odznaczać się myśliciele i naukowcy, których idee zachwiały i ostatecznie zburzyły ówczesną koncepcję wszechświata. Owych rewolucjonistów zwykliśmy postrzegać jako jednostki szlachetne, kierujące się altruistycznymi pobudkami. Co by się jednak stało, gdyby los społeczeństwa leżał w rękach przypadkowej, złożonej z niezbyt rozgarniętych osobników zgrai?

Życie ludzi zamieszkujących Kwatery Plemienia Greena nie należy do najłatwiejszych. Nic dziwnego, że społeczeństwo to popada w coraz większy marazm i otępienie, jedynych radości pomiędzy kolejnymi snoczuwaniami upatrując w uciechach doczesnych oraz przedziwnych wierzeniach religijnych. Wśród skarlałej społeczności znajdą się jednak śmiałkowie gotowi wyruszyć tajemniczymi, porośniętymi przez poniki Martwymi Drogami do odległej Sterowni. Sęk w tym, iż owi wybrańcy, wiedzeni różnymi ambicjami, wydają się raczej przypadkową zbieraniną niż osobnikami świadomymi celu wyprawy oraz licznych niebezpieczeństw, jakie w trakcie wędrówki będą czyhać na nich na każdym kroku. Czy oznacza to jednak, że są skazani na porażkę? A może wszystkie wielkie ekspedycje w historii literatury złożone były z dość przypadkowych indywiduów, którzy do swojej misji dorastali dopiero z czasem?

Trzeba przyznać, że Brian Aldiss w swej debiutanckiej powieści wykreował świat niezwykle złożony oraz szalenie intrygujący. Poruszanie się po zamkniętych przestrzeniach olbrzymiego obiektu, doświadczanie jego destrukcji okazuje się przeżyciem trudnym i klaustrofobicznym. Brytyjski autor nie opiewa bowiem szczytowych osiągnięć intelektu ludzkiego, lecz opowiada o powolnej degeneracji gatunku zamkniętego w monstrualnej, rozsypującej się machinie sunącej non stop przez bezmiar wszechświata. Aldiss krok po kroku odkrywa przed nami historię owego obiektu, każąc domyślać się, kim są tajemniczy Giganci oraz wzbudzający lęk Obcy. Żałuję jedynie, że autor tak słabo wyjaśnił wątki dotyczące inteligentnych szczurów. Jestem pewna, iż rozwinięcie powyższych motywów uczyniłoby uniwersum Aldissa jeszcze ciekawszym.

Nie po raz pierwszy jednak w równie porywającej wizji science fiction zabrakło pogłębionych psychologicznie postaci. Z podobnym zjawiskiem spotykamy się nawet u samego Lema, który w „Edenie” nakreślił niesamowicie ciekawą opowieść o pierwszym kontakcie, a jednak wykreowane przez niego osobowości pozostają pozbawione indywidualnego charakteru. Roy Complain, główny bohater „Non stop”, nie jest taką papierową marionetką, wręcz przeciwnie – niektórych czytelników może wręcz drażnić bądź irytować. Nie ulega jednak wątpliwości, iż o sile powieści decyduje nie on bądź jego dylematy moralne i perypetie miłosne, lecz nakreślony z niezwykłym rozmachem obraz monstrualnego statku kosmicznego, stworzony ponad dziesięć lat przed lądowaniem człowieka na Księżycu.

Jestem przekonana, iż „Non stop” to lektura obowiązkowa dla każdego miłośnika science fiction. Czy w powstałej ponad sześćdziesiąt lat temu książce odnajdziemy prawdę o naszych czasach? Na pewno warto zastanowić się, czy w tej starej powieści nie kryje się prawda o intelektualnym i moralnym upadku społeczeństwa, karmionym przez papkę mass mediów. Może jesteśmy jak lud ze statku Aldissa, nieświadomie snującego się po bezmiarze wszechświata? Wracamy do domu czy dążymy ku własnej zagładzie? Jeśli jesteście ciekawi, jaką diagnozę postawił brytyjski autor, koniecznie sięgnijcie po książkę.


Wydawnictwo Rebis
Seria: Wehikuł czasu
Tłumaczenie: Maciej Raginiak
Data wydania: 6 sierpnia 2019
Liczba stron: 296
Recenzja ukazała się na stronie Lubimy Czytać.

Komentarze

Popularne posty